piątek, 30 września 2011

"Znajdziecie tam miły ogród" - Zła służąca (25)

"Osiem dni później zamieszkałam tam, gdzie chciał, abym poszła. Zawsze stawia na swoim, lecz i ja na tym nie tracę: ilekroć jestem mu posłuszna, odczuwam ciepło w sercu.

Aby sprawić mu przyjemność, zaczęłam dużo pracować. Od czasu do czasu podnoszę nos znad książki i patrzę na niego, mojego umiłowanego Pana, którego fotografię powiesiłam w moim studenckim pokoju. Myślę o nim, rozkoszuje się nim.

Innymi razy odczuwam potrzebę, by się przejść. Chodzę wśród nieczułych samochodów i tłumu skrzywionych, zamkniętych i smutnych twarzy i mam ochotę im powiedzieć:" Wejdźcie we mnie. Znajdziecie tam miły ogród pełen kwiatów i słodkiego śpiewu ptaków. Znajdziecie tam mojego Pana tak pełnego miłości."

On jest tym ogrodem, którym oddycham w głębi mej duszy. Otaczającej mnie nie widzę już brzydoty. Spaceruję ruchliwymi ulicami jak po lesie. Czuję wtedy mojego Pana bardzo blisko, bliżej, o cudzie, niż wtedy, gdy mieszkaliśmy razem. (cdn)

czwartek, 29 września 2011

"...wśród szlochu" - Zła służąca (24)

"Miał wrócić pod koniec zimy, ale napisał, że wróci później. Z listem w dłoni drżałam z chłodu. Nie chce już bym każdego dnia czekała na niego, siedząc przy oknie. Każe mi zamknąć dom i przenieść się do miasta, by uczyć się.

"Nie, niczego nie zrobię. W ogóle nie będę się uczyć!" Z trzaskiem otworzyłam drzwiczki bufetu z zamiarem potłuczenia po kolei wszystkich talerzy, nie pozostawiając ani jednego.

Chwilowa ulga, rozmyśliłam się. Lecz co robić? Powiedział mi, bym patrzyła na jego fotografię, gdy będę smutna. Czy jestem smutna? Nie, jestem zła, rozdrażniona na niego. Jeżeli pójdę do kuchni, wyrzucę jego fotografię przez okno. Pozostaje mi tylko położyć się spać. W końcu wśród szlochu zasnęłam.

Nazajutrz, jedząc śniadanie w kuchni, zapytałam go spokojnie spojrzeniem." (cdn)

środa, 28 września 2011

"...jeszcze bardziej, niż do tej pory" - Zła służąca (23)

"Uzbrojona w miotłę z gałęzi pośpiesznie pracowałam i, właśnie, gdy skończyłam, trochę zdyszana i, opierając piekące dłonie na trzonku, kontemplowałam swoją pracę, ktoś popchnął furtkę. Podszedł do mnie listonosz.

W reku trzymał przesyłkę i kopertę, na której rozpoznałam twoje pismo. Nie mogłam jej rozedrzeć, tak drżałam, otwierając ją. Pisałeś do mnie:"Jestem teraz w górach. Znalazłem dla ciebie wysokie, podbite futrem buty. Już więcej nie będziesz miała mokrych nóg.

Przesyłam także moją powiększoną fotografię w starej złoconej ramie. Jeśli chcesz, powieś ją na ścianie... Tego ranka mój przyjaciel śnieg, skarżąc się, powiedział mi, że nie rozumiałaś go, gdy mówił o mnie.

Kiedy będziesz smutna i głucha na przyjaźń rzeczy, wtedy przyjdź, przyjdź do mojej fotografii. Nie lękaj się długo pogrążać się w moim spojrzeniu: twoja rana niezauważalnie się zabliźni. Ufaj mi, jeszcze bardziej, niż do tej pory, a twoje serce się rozraduje."

Powiesiłam twoją fotografię w kuchni, gdzie najczęściej przebywam. Dziękuję ci, Panie. Odgadłeś mój ból i bez zwłoki przyszedłeś mi z pomocą." (cdn)

wtorek, 27 września 2011

"Wielka rana" - Zła służąca (22)

"Drżałam z powodu tego milczenia. Nieprzyjazny śnieg padał na moje buty i moczył stopy. Wtedy otworzyła się we mnie wielka rana, którą mi zadałeś.

Wydawało mi się, że z jej niewidzialnej umęczonej głębi tryska krew. Żeby nie widzieć, jak czerwone krople padają w śnieg, wróciłam do domu, przyciskając ręką serce.

Usiadłam na taborecie i pozostawałam tak przez dłuższy czas, jak próżny bukłak. Do mych uszu doleciał krzyk ptaków. Automatycznie poszukałam szczotki, otworzyłam okno i zmiotłam z parapetu śnieg, by rozsypać na nim trochę ziaren słonecznikowych.

Powoli wracało mi życie. Mój Panie, nagle pomyślałam, że nie oczyściłam jeszcze drogi, prowadzącej od drzwi domu do małej furtki, a czyż nie poleciłeś mi czuwać nad tym, by ten dom był zawsze gotowy do przyjęcia?" (cdn)

niedziela, 25 września 2011

"Moje cierpienie było wielkie" - Zła służąca (21)

"Byłam spokojna aż do dnia jego wyjazdu. Gdy jednak zobaczyłam, jak się oddala w zimny poranek, ogarnęła mnie rozpacz. Pobiegłam za nim, pociągnęłam go za ubranie i upadłem na kolana obejmując jego nogi i błagając.

Lecz on delikatnie mnie odsunął:"Muszę odejść" - szepnął. I odszedł nie odwracając się, pozostawiając mnie sama pośród zimnego poranka.

Drwalu, przyzywałam cię, szukałam. Drwalu, brnąc przez świeży śnieg, szłam od drzewa do drzewa wokół domu. Każde z nich spało z zimna.

Drwalu, zraniłeś mnie nie nożem ani toporem, lecz twym spojrzeniem. O mój nieobecny Panie, moje cierpienie było wielkie.

Z pewnością drzewa cię znały, prosiłam je, by wskazały mi miejsce twego pobytu, abym za wszelką cenę mogła do ciebie przyjść. Lecz ciężki śnieg zagłuszał ich odpowiedź. Nawet potężny głos ziemi nie mógł się przebić przez grubą śniegową pokrywę." (cdn)

sobota, 24 września 2011

"Usiłowałam uśmiechać się" - Zła służąca (20)

"Mój Pan powrócił po miesiącu. Otworzył drzwi, rzucił okiem w stronę kuchni i uśmiechnął się z satysfakcją. Ściągając swe wielkie buty, powiedział szybko, nie patrząc na mnie:

"Zostanę tylko kilka dni, ponieważ muszę wyruszyć w jeszcze dłuższą podróż." - "Nie możesz zabrać mnie ze sobą, Panie?" - "Nie, jeszcze nie. Później" - powiedział zduszonym głosem.

Ogromne łzy spłynęły mi po , ale usiłowałam uśmiechać się. Gdy podniósł głowę, zobaczyłam, że ma łzy w oczach.

"Będę na ciebie czekać" - powiedziałam. - "Dom będzie czysty. Zajmę się ogrodem. Gdy skończę, usiądę przy oknie i będę na ciebie czekać.

Nie wyjdę na dwór. Nie będę szukać chłopców z miasta. Pozostanę przy oknie. Będę oczekiwać twego powrotu, ja, twoja służąca, jak księżniczka czeka powrotu swego rycerza.

"Mój rycerzu, nie masz miecza, ani hełmu, ani tarczy, by się obronić.Jesteś człowiekiem lasu,łagodnym, jak drzewa.

Mój Panie, o bezlitosna słodyczy, jesteś "zaraźliwy": moje pazury są już o wiele krótsze, mniej ostre. Jestem posłuszna prawie z radością". (cdn)

piątek, 23 września 2011

"... do naszego domu" - Zła służąca (19)

"Lecz z nimi czulam się jeszcze bardziej samotna. Śpiewałam, zamykając oczy. Wyobrażałam sobie, jak mój Pan wspina się samotnymi ścieżkami. A w górze łagodne światło, którego się nie spodziewałam.

Bezmyślnie śpiewałam z chłopcami i dziewczętami. Nagle przeszyły mnie słowa:"być może... pewnego dnia powrócisz. Być może... pewnego dnia... pójdę z tobą..."

"Być może... pewnego dnia..." Dokładnie te same słowa wyrzekł do mnie Pan i teraz przypomina mi je, by oddalić mój smutek. Och! Jakiego dobrego Pana mam! Zostawiłam zbyt hałaśliwa gromadę i wróciłam do naszego domu, by rozkoszować sie radością mego serca." (cdn)